piątek, 30 stycznia 2015

Po pracy przychodzi odpoczynek :D

Hej!
Nareszcie weekend! W tym tygodniu była klasowa bitwa na śnieżki, która przeszła do historii. Wszystko co miałam zaplanowane na ten tydzień zrobiłam. Właśnie kończę odrabiać lekcje. Wiem, że piąta klasa w porównaniu do gimnazjum to nic, ale ja nie znam jeszcze gimnazjalnej rzeczywistości, więc mogę mówić, że teraz jest ciężko. Następny tydzień zapowiada się równie pracowicie, jak poprzedni, ale cieszy mnie to. Może z wyjątkiem sprawdzianu z matematyki, semestralny. Mam średnią 5.0 i zachowanie wzorowe, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. To bardzo motywuje do pracy, szczególnie  piątka z polskiego, bo gdy lubisz nauczyciela, większą radość sprawiają Ci sukcesy i pochwały ( ja panią od polskiego uwielbiam). Zaraz mama kupi mi Sims 4 Ucieczka w Plener, więc MOŻE będzie post z gry. Życzę miłego weekendu!
Zuźka

PS Jestem przeziębiona, ale nie jest źle. Optymizm to podstawa. Muszę sobie dawać takie argumenty, bo bywam pesymistką, ale walczę z tym i prawie wygrałam.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Bezpostowość

Hej!
Mogę już potwierdzić, że w tym tygodniu nie będzie postów z powodu innych zajęć- robienia łuków z gumek i uczenia się. Pozdrawiam Was serdecznie!
Zuźka

niedziela, 25 stycznia 2015

Z telefonu

                      Hej!
 Dzisiaj post z telefonu, bo nie chce mi się włączać komputera. Pewnie w tym tygodniu też nie będzie postów, ale potem na pewno się pojawią. Ogólnie to cały dzień zmarnowałam na granie w simsy, ale stwierdziłam, że napiszę post. Pozdrawiam Was!
                                           Zuzia

sobota, 24 stycznia 2015

Po dłuższej przewie...

Hej!
Pewnie zauważyliście, że miałam około tygodniową przerwę w długich postach. Spowodowane to było różnymi wydarzeniami, krótką depresją ( jej powód wydaje się teraz banalny, ale tę samą sytuację niektórzy wciąż przeżywają, dużo boleśniej ode mnie) i nową książką, a także filmami o atakach kosmitów na Ziemię, ostatnio często są w telewizji. Popołudniu założyłam facebooka. Właściwie pewnie nie będę z niego korzystać, ale warto mieć. Ogólnie w szkole jest fajnie, moja lekka ( około pięciogodzinna ) depresja była spowodowana tym, że pani od polskiego w środę na lekcji miała kiepski humor i była na nas wszystkich MEGA zła. Jednak w czwartek wszystko było super, jak zawsze i pani nie złościła się o wszystko, ale pomimo tego ją lubię. Trochę boli mnie głowa, bo spałam tylko... ładowanie mózgu... dziewięć godzin, a moja weekendowa norma to dwanaście, trzynaście. Poza tym to moja piąta godzina przed kompem, więc to normalne. Zaraz kończę z internetem i idę czytać, ale posta chciałam napisać. Dzisiaj byli u mnie dziadkowie, bo zabrałam ich do kina na " Wielką Szóstkę" z okazji Dnia Babci i Dnia Dziadka. Film jest cudowny, bardzo wzruszający, opowiada o prawdziwej przyjaźni i poświęceniu, a także pasji. Wspaniały film, który polecam wszystkim, niezależnie od wieku. Pozdrawiam wszystkich i życzę Wam miłej niedzieli!
Zuza

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Informacja

Hej!
W tym tygodniu raczej nie będzie postów, ponieważ mam trochę pracy, więc w weekend to nadrobię. Pozdrawiam Was!
Zuzik

niedziela, 18 stycznia 2015

Spełniając marzenia

Hej!
Na początku chcę bardzo serdecznie podziękować osobom, które czytają tego bloga. Naprawdę jestem niezmiernie wdzięczna i cieszę się z tych siedmiu, trzynastu wyświetleń dziennie. Dziękuję!
A teraz czas spełnić małe marzenie mojej przyjaciółki Olgi. Chciałaś, żeby Twoje opowiadania mogli czytać wszyscy. Zatem przeczyta je te siedem, dziewięć osób. 
Shangri - La

        Bim, bam, to stary zegar po babci. Zawsze wiedziałem, że jest niezwykły, bo nie tylko bimbami, ale śpiewa kołysanki, mruczy jak kot, albo wymachuje wahadłem. Dzisiaj też zachowywał się niezwykle, bo gdy wpadliśmy z chłopakami do biblioteki w starym domu mojej babci w Łomiankach, (musicie wiedzieć, że niedawno przeprowadziła się do nas, do Warszawy, tylko mieszka trzy domy dalej) zaczął mówić dziwne rzeczy.

         To, że mówił, to akurat nie jest dziwne, bo robił to już setki razy, ale dzisiaj mówił coś o zaginionej krainie, dachu świata i ogólnie nic z tego z chłopakami z klasy nie rozumieliśmy. Dopiero później wszystko ułożyło się nam w logiczną całość. Brzmiało to mniej więcej tak:

-Kto przejdzie tę próbę, wnet skarby ujrzy. Na dachu świata, gdzie tylko dobre serca dostać się mogą, zaginiona kraina leży i czeka na odnalezienie. Gdy zdradzi ten, który jest najmniej godny podejrzeń, po kolei oni stracą to, o co dbają, i co pielęgnują.

-Jacy oni? –dziwił się Mietek. –Bo chyba nie chodzi o nas?

-Raczej nie –powiedział Marek. –My nie mieszkamy w jakimś miejscu, gdzie mogą się znajdować ukryte miejsca. To nie science-fiction.

-My nie. Ale ten zegar dużo przeszedł, zanim trafił do mojej rodziny –zauważyłem –Może kiedyś jego właścicielem był ktoś, kto wierzył w takie rzeczy.

      Nagle reszta chłopaków wbiegła do biblioteki.

-I co? Ustaliliście coś? – Bronek zaskoczył nas swoim pytaniem.

-Myślę, że wiemy o co chodzi –pochwaliłem się. –Ktoś, kto wymyślił tę hecę…

-A jeśli to zegar, a nie żaden człowiek? –przerwał mi nasz bojaźliwy kolega, Jaruś.

-A więc, jak już mówiłem, ten ktoś LUB zegar był bardzo sprytny. To, co wypowiedział zegar nazwijmy umownie przepowiednią. Dachem świata są nazywane Himalaje, a więc pewnie chodzi o Mont Everest. Zaginiona kraina w Himalajach? –musiałem chwilę pomyśleć. –Ach tak! To może klasztor Shangri-La. Tak na dobrą sprawę nikt na świecie nie wie, czy on naprawdę istnieje. Ale zdrajca? Przecież jak już, to tam mieszkają sami mnisi.

Nie dokończyłem swojej przemowy, gdy nagle zegar wybił godzinę dwunastą, ale coś mu się pomyliło, bo bił aż trzynaście razy. Gdy skończył, jego szklane drzwiczki poruszyły się. Zamiast drewnianej ściany tyłu zegara, ujrzeliśmy biały puch śniegu i…

…I wysokie wierzchołki gór! Tak, byliśmy w Himalajach! Te majestatyczne szczyty, ten śnieg leżący wokoło, piękny widok… Wokół panował straszliwy ziąb. Nawet najmniejsza roślinka nie miała prawa tu przetrwać.

Wszyscy rozglądali się przed siebie i na boki, szukając wzrokiem muflonów. Nagle, każdego uczestnika wyprawy (nawet mnie, choć trochę się zdziwiłem, bo na ogół jestem najodważniejszy) ogarnął niczym nieuzasadniony, paniczny wręcz – strach. Był to coraz większy, i większy lęk, jak byśmy widzieli ogromnego pająka, który nie mógł nam zejść z drogi. Szliśmy jednak dalej i szybko zapomnieliśmy o przerażającej myśli. Po pewnym czasie pomyśleliśmy o czymś innym. Pojawiły się obawy, jak ósemka gimnazjalistów, samych, w środku wielkich Himalajów, ma wejść na ośmiotysięcznik, taki jak Mont Everest? Przecież to niemożliwe… A jednak…

Byliśmy naprawdę zmęczeni i powoli traciliśmy nadzieję, że to w ogóle może się udać. W tym właśnie momencie, zamiast widoku dalszej trasy, zorientowaliśmy się, że stoimy na szczycie. Tylko, że nie zobaczyliśmy ośnieżonych gór, czy muflonów skaczących po skałach, zobaczyliśmy wielki posąg.

Była to złota figura Buddy, umieszczona na dachu potężnego klasztoru. Stał on w samym środku puszczy, na tle gigantycznego wodospadu, takiego jak Niagara. Całe to miejsce otaczał rój drzew, krzewów, kwiatów, nawet nie wspominając o ziołach. Gdy patrzyło się na to skupisko drzew, (gdzie prawie jedno rosło na drugim) czasami można było dojrzeć małe i ogromne ptaki, a miejscami nawet małpy, i wiele innych zwierząt. Co jakiś czas mogliśmy zobaczyć przechodzących ludzi, ubranych w pomarańczowe habity i przepasanych pozłacanymi sznurami.

-Tak pięknie może być tylko w Shangri-La… -i miałem rację, bo właśnie tam trafiliśmy.

          Nagle podszedł do nas jakiś mnich z długą, siwą brodą, na której miał zawiązaną  czerwoną jak ogień wstążkę.

           -Witajcie, drogie dzieci! –mężczyzna zaczął rozmowę -Miło mi, gościć was u mnichów z klasztoru Shaolin.

-Czy jesteśmy w Shangri-La? –Jarek trochę się zląkł.

 Mnich najwyraźniej nie chciał odpowiadać, ale kiwnął znacząco głową.

-Przypuszczam, iż jesteście bardzo zmęczeni tą, jakże męczącą podróżą. Więc teraz zaprowadzę was do waszego pokoju, który już na was czeka, a rano oprowadzę was po naszym klasztorze.

             Wszyscy bardzo chętnie ruszyliśmy za naszym przewodnikiem i gdy tylko znaleźliśmy się w pomieszczeniu z dwoma piętrowymi łóżkami dla trzech osób i jednym dla dwóch osób runęliśmy na nie jak dłudzy i od razu zapadliśmy w głębokie sny.

             Rano, gdy wszyscy się pobudzili, mnich-przewodnik zapukał do naszych drzwi.

-Wyspaliście się? –spytał- Jeśli tak, to zapraszam na przechadzkę po Shangri-La.

-Aaa, mnie przydałaby się jeszcze jedna godzinka snu –mruknął Marek, ale tak, żeby mnich nie usłyszał, lecz reszta cicho chichotała.

-A więc chodźmy! –zarządził zakonnik i pomaszerowaliśmy za nim.

             Szliśmy przez długi korytarz, gdzie na każdej ścianie wisiało wiele pięknych, malowniczych krajobrazów i portretów. Mijaliśmy sporo drzwi, a co jakiś czas przez okna widzieliśmy pracujących i odpoczywających mnichów. Gdy wreszcie wyszliśmy na dwór naszym oczom ukazał się chyba najpiękniejszy ogród jaki kiedykolwiek widziałem. Spróbujcie wyobrazić sobie te drzewa i krzewy przycięte w rozmaite kształty. Na każdym kroku rosły piękne dalie, chryzantemy, astry i jeszcze wiele, wiele innych kwiatów, których nawet nie potrafię nazwać. Kawałek dalej były grządki z warzywami, a obok nich krzątali się pracowici mnisi-ogrodnicy. Na końcu grządek mieścił się obrośnięty bluszczem łuk, a za nim wielki żywopłot pod którym stał postument z ręcznie pisaną, jeszcze nie skończoną książką. Najwyraźniej pracował tam mnich-poeta.

          Byliśmy już porządnie głodni, gdy nagle z klasztornej dzwonnicy dobiegł donośny głos dzwonu. Pomaszerowaliśmy do wielkiej stołówki. Chyba o tej porze tutaj jadało się śniadania, bo pomieszczenie z brązowymi ścianami wypełniło się najprawdopodobniej całym zakonem (swoją drogą członków nie było za wiele, około dziesięciu). Naprawdę rozsmakowaliśmy się w tym śniadaniu. Niektórzy zajadali się jajecznicą z pomidorami, inni owsianką z owocami, ale ja wybrałem omlet z pieczarkami i pomidorami. Było naprawdę świetnie, nawet chciałem to powiedzieć przewodnikowi, ale akurat teraz wsiąkł gdzieś jak kamfora…

-Ależ pysznie gotuje ten kucharz! –pomyślałem.

         Wtem, głośny dzwon przerwał nam jedzenie i nasze rozmyślania.

-Szybko, uciekajcie, wychodźcie na zewnątrz! –krzyczał jeden mnich, a nas doszedł dziwny zapach, coś jakby spalenizna…

-Pali się! Klasztor się pali!

          Naprawdę byliśmy tym zdziwieni, ale posłusznie szybko ruszyliśmy się z ławek, na których siedzieliśmy i wybiegliśmy na zewnątrz, ja, mnisi i reszta chłopaków z mojej klasy. Gdy byliśmy już bezpieczni, z żalem patrzyliśmy na płonący klasztor, owoc długiej pracy zakonników.

-Naprawdę nie możemy nic zrobić? –spytałem, bo miałem chęć ugasić ten pożar.

-Naprawdę. Nasze prawo każe pomagać, ale gdy idzie o żywioły, w tym przypadku o ogień reguła każe nam zostawić je w spokoju –odrzekł mnich polskiego pochodzenia, Janek.

        Nagle dołączył do nas mnich-przewodnik. Przyszło mi coś do głowy, więc postanowiłem spytać:

-Mnichu, gdzie był mnich, gdy klasztor zaczął płonąć?

-Jesteś bardzo spostrzegawczy, drogi Antku. Jako jedyny zobaczyłeś, że nie było mnie na obiedzie –mnich był nieco tajemniczy. –Ale niestety muszę cię zmartwić, nie zrobiłem nic złego.

-To był obiad? Więc przespaliśmy śniadanie? –mruknął Marek, trochę zrezygnowany, ponieważ było jeszcze wcześnie i zostało tyle czasu do kolacji…

-Nic złego, nic złego… Ale to mnich podpalił klasztor! –wszyscy zrobili krok do tyłu, a na środek wyszedł oskarżony przeze mnie zakonnik.

-Brawo, brawo! Wreszcie zrozumiałeś chłopcze. Naprawdę zaczynam cię lubić! Byłbyś świetnym filozofem –brat zakonny stawał się coraz bardziej zarozumiały.

-Dlaczego to zrobiłeś?

-Ja tylko wykonałem przepowiednię. Pamiętasz? ,,(…) Gdy zdradzi ten, który jest najmniej godny podejrzeń, po kolei oni stracą to, o co dbają i co pielęgnują.’’

-Przecież to słowa naszej przepowiedni… -pomyślałem

-Po kolei, : mnichom ogrodnikom zniszczyłem ogród, poecie – książkę, kucharzowi wyrzuciłem wszystkie przyprawy, sprzątaczom – miotły, a moim oczkiem w głowie był klasztor, więc go spaliłem, ot cała historia –mnich pomimo zdemaskowania nie był jakoś specjalnie speszony.

         Właśnie mieliśmy usłyszeć odgłosy niechęci i zrozpaczenia, ale zamiast tego doszło nas znajome tykanie... I za nim się obejrzeliśmy, znaleźliśmy się w… bibliotece, tak jak przed niezapowiedzianą wycieczką w Himalaje!

-Chłopcy, chodźcie na obiad! –wołała nas z dołu moja babcia.

-Co proszę, babciu? Przecież dopiero jedliśmy.

-Śniadanie było prawie pięć godzin temu! –nie ukrywam, zdziwiliśmy się bardzo.

-Pewnie gdy przeszliśmy przez zegar, czas stanął w miejscu –powiedziałem chłopakom.

-Ja się nawet cieszę! –zawołał ucieszony Marek.

-Tak? –spytaliśmy chórem.

-A tak. Byłem strasznie głodny i będę mógł się najeść!
 
 
Mam nadzieję, że podobało Wam się opowiadanie autorstwa mojej przyjaciółki- Olgi.
Pozdrawiam
Zuzia

Co dobrego spotkało mnie w życiu?

Hej!
Jestem dzisiaj w MEGA dobrym humorze i dlatego postanowiłam zrobić taki post. W sumie prawie codziennie jestem w dobrym nastroju, ale euforia, jakby nie patrzeć, zdarza się rzadziej. Może to satysfakcja, jaką powoduje spełnienie WSZYSTKICH obowiązków... Zaczynamy!

2003
- Urodziłam się! ( pod koniec roku, 27.12.)
2004
- zostałam wyleczona z gronkowca ( to nie jest super-groźne, ale dla małego dziecka niebezpieczne)
- miałam pierwsze święta
- dostałam pierwszą książkę z obrazkami
2005
- zaczęłam dobrze mówić
- zaczęłam dobrze chodzić
- pojechałam do Ciechocinka
2006
- dostałam swoją ulubioną piłkę, którą we wczesnym dzieciństwie wszędzie ze sobą zabierałam
- pokochałam psy
2007
- poznałam moją najlepszą przyjaciółkę- Olgę
- adoptowaliśmy psa
- zaczęłam chodzić do przedszkola, dzięki czemu poznałam wspaniałość falowanej zjeżdżalni *-*
- były pierwsze święta, które pamiętam
2008
- zaczęłam pisać i dobrze czytać
- narysowałam i napisałam pierwszy komiks
2009
- dostałam swój pierwszy zestaw LPS (PetShopy)
2010
- zaczęłam chodzić do szkoły
- miałam wspaniałe wakacje
2011
- przeczytałam pierwszą dłuższą książkę ( Zuźka D. Zołzik absolwentką )
- zmienili nam wychowawczynię, bo nasza pani z 1-3 zaszła w ciążę, co spowodowało, że każdego dnia mieliśmy lekcję z innym nauczycielem, to było wspaniałe doświadczenie
- poznałam magię zabawy na podwórku
- pokonałam nieśmiałość 
- poznałam moją drugą najlepszą przyjaciółkę- Zuzę (historie-zuzy.blogspot.com)
- dostałam piłkę " zośkę "
- dostałam pierwszy telefon ( taki cegłofon)
2012
- zaczęłam pisać opowiadania
- po raz pierwszy byłam w planetarium
- poznałam mojego najzabawniejszego dobrego kolegę- Damiana
- po długich badaniach rozpoznano chorobę mojego psa
2013
- skończyłam 1-3, zaczęłam 4-6
- po raz pierwszy pojechałam do Bydgoszczy
- zmieniła się nam wychowawczyni, na taką bardzo fajną
- cała nasza klasa poznała wielu wspaniałych ludzi- naszych nauczycieli ( z szczególnym naciskiem na  panią od polskiego i wychowawczynię, to najlepsze nauczycielki)
- z Zuzą zorganizowałyśmy pierwszą olimpiadę podwórkową
2014
- byliśmy na fantastycznych wycieczkach ze szkołą
- pisałam opowiadanie na matematyce
- napisałam nawet fajną serię opowiadań o Raven
- w wakacje mieliśmy niezły fun z namiotem i innymi wydarzeniami na podwórku
- ogarnęłam loom- bands
- zaczęłam chodzić na kółko z polskiego, szybko stały się to moje ulubione godziny tygodnia
- prawie przeszłam do etapu rejonowego w konkursie przedmiotowym z polskiego ( zabrakło 3 punktów)
- dostałam wyróżnienie w konkursie literackim
- dostałam x- boxa
2015
- jeszcze ani razu nie przytłoczyły mnie obowiązki
- weszłam w posiadanie wielkiego optymizmu, który z nieznanych mi powodów straciłam na kilka miesięcy, ale już jest ok
- mam nadzieję, że kiedy pod koniec roku dodam posta z podsumowaniem roku, będzie on zapełniony wieloma innymi cudownymi wydarzeniami
Koniec.
Zuźka
PS Zawsze kusi mnie, żeby na koniec postu napisać " koniec", więc dziś spełniłam swoje małe marzenie. :)

sobota, 17 stycznia 2015

Kilka słów o szkole

Hej!
Wiem, że osoby, które czytały mojego poprzedniego bloga pomyślą sobie " ale ten post już był", jednak od tamtego czasu trochę zmieniły się moje poglądy na rzeczywistość, co spowodowało, że inaczej patrzę na te przedmioty i nauczycieli.Będę dawać przedmiotą gwiazdki, od jeden do dziesięć.

Polski **********
Mój ulubiony przedmiot, dlatego ma dziesięć gwiazdek. Pani od polskiego jest SUPER! Sympatyczna, młoda, ładna, miła, tak optymistyczna. Rzeczy, które robimy na lekcji są ciekawe, zawsze jest dużo śmichu, takiego, że pani śmieje się z nami, a nie wrzeszczy, że mamy być cicho. To jest właśnie magia lekcji polskiego, która mam nadzieję, że nigdy się nie skończy. :)

Angielski ********
 Angielski jest w porządku, dostaje osim gwiazdek. Nie lubię go jakoś szczególnie, ale jest OK. Poza tym uczy go nasza wychowawczyni, co powoduje, że czasem gadamy o czymś zupełnie innym niż powinniśmy. Nasza pani jest fajna, a przedmiot OK.

Muzyka *******
Za samym przedmiotem nie przepadam, więc siedem gwiazdek, ale pani teksty pani są po prostu THE BEST. Na lekcji dwa tygodnie temu było... Dobrze, do pani zadzwonił telefon. Już miała wyjść z sali, żeby tam odebrać, ale zatrzymała się przed drzwiami. Odebrała, a po chwili...
- A lekcje to co?- powiedziała pani. Milczenie.
- Dobra, ale max na godzinę- powiedziała. Odłożyła telefon. Wszyscy wybuchli śmiechem włącznie z panią. Za to lubię muzykę.

Historia ******
Historia, sama w sobie nudna, ale z komentarzem pani- pięć gwiazdek. Ostatnio omawialiśmy wielkie odkrycia geograficzne. Pani wyjęła starą, zniszczoną mapę. Drugi Adam z mojej klasy zgłosił się i zapytał:
- Proszę pani, czemu pani nie wyjmie nowej mapy, przecież tam jest- powiedział.
- Bo tak- odpowiedziała pani. Genialne...

Przyroda *****
Pani od przyrody nadaje tej lekcji specyficznego charakteru, za to pięć gwiazdek. Jej bezemocjonalność jest rozwalająca. Kiedy próbuje nas uspokoić, wciąż ma ten sam wyraz twarzy, który ma kiedy nam coś tłumaczy, siedzi, mówi, próbuje ogarnąć technologię. Z tonem głosu to samo. Jedak odkryłam, że interesuje się polityką. Ostatnio na lekcji rozgadała się o protestach w kopalniach, a wcześniej o wojnie na Ukrainie. Taak.

Informatyka *****
Znów pięć gwiazdek. Przedmiot nudny, ale pani ok. Szkoda mi jej, biedaczka jest pozbawiona wyobraźni. Jak mieliśmy w Wordzie napisać krótką historyjkę to pani stwierdziła, że bardzo trudno jest coś samemu wymyślić, ale ma nadzieję, że damy radę. Jej życie musi być takie smutne.

Technika *****
Jest nawet spoko, oprócz szycia. Pani sympatyczna, ogólnie okej, pięć gwiazdek.

Religia *****
Pani jest fajna, przedmiot porażająco nudny, ale można łatwo mieć szóstkę na koniec, więc pięć gwiazdek.

WDŻ ****
Mamy go z panią od przyrody. Jest to lekcja w wysokim stopniu... ech, szkoda gadać, cztery gwiazdki.

W-F ***
Trzy gwizdki. Jestem słaba w sporcie, tylko pływanie wychodzi. Reszta to jakaś masakra, to chyba wystarczające argumenty, dla których nie przepadam za W-F'em.

Matematyka ***
Geniuszem nie jestem. Wszyscy w klasie twierdzą, że jestem bardzo dobra z polskiego, ale z matmy... Nie ogarniam, ale nie jest źle, trzy gwiazdki, trzy na koniec semestru. Heh...

Plastyka
Lekcja gwiazdek pozbawiona. Nasza nauczycielka nie potrafi nawet poprawnie mówić. NIE MA TAKIEGO SŁOWA JAK "ŻÓŁCIENIE"!!!!!!! Ona mnie nie znosi, ja z wzajemnością. Kiedyś był błąd literowy na tablicy. Wyrzucając z siebie resztki uprzejmości dla tej kobiety, choć czułam, że kiedy się do niej odezwę, wybuchnę ze złości, powiedziałam:
- Proszę pani na tablicy jest błąd.
- Ja wiem lepiej, gdzie jest błąd, a gdzie go nie ma!- wrzasnęła.
Wtedy jej ulubienice ( jesteście okej dziewczyny, to ona jest PSYCHO) powiedziały:
-Proszę pani, tam jest błąd.
- Faktycznie- powiedziała spokojnym tonem ta otyła, czerwonowłosa kobieta. Co ja mam myśleć?

Kończę już post, bo muszę jeszcze zrobić w simsowym narzędziu do tworzenia światów Avonlea z Ani z Zielonego Wzgórza.

Pozdrawiam
Zuzia

Weekend! Nareszcie!

Hej!
Nareszcie nadszedł weekend! Czas nieograniczonego grania na kompie, czytania, pisania, oglądania filmów i JEDZENIA CZEKOLADY! Z tym ostatnim muszę skończyć, bo potem boli mnie brzuch i szał cukru mija... Odbiegłam od tematu. Mój plan na kolejny tydzień wygląda dużo lepiej od tego na poprzedni. Mam tylko dwie prace klasowe i jedną ZAPOWIEDZIANĄ kartkówkę. Ostatnio moja koleżanka, Natalia na swoim blogu w serii " Co polecam?" na antyulubieńca dała chamstwo nauczycieli... Taa. Coś w tym jest. Przy takim obrocie spraw w wakacje będę codziennie robiła jeden temat z książki i uczyła się go na pamięć, zamiast grać w Minecraft'a albo oglądać doktora House'a.
Z góry przepraszam za moje błędy w angielskich słowach, bo jakoś mam problem z tym językiem i kiedy się uczę piszę jedno słowo przez całą stronę. Hiszpański jest łatwiejszy, prawie jak polski. Do tego taki... hmmm... ładny. Wracając do weekendu to wcale nie spędzam go aktywnie. Przynajmniej na razie. Nikt nie wie co zdarzy się jutro. Moja mama ma straszne weekendy. Biega z mopem, ścierkami, odkurzaczem i sprząta, jakby w mieszkaniu był bałagan. Martwi mnie to, że nie ma śniegu. To takie smutne- zima bez śniegu! W najgorszym wypadku trzeba będzie zjeżdżać na sankach z górek usypanych z piasku. W salonie rodzice oglądają wiadomości. Te całe protesty w kopalniach całkowicie pochłonęły moją przyrodniczkę. Najgorsze jest to, że mamy teraz temat o wyżynach, więc ma całkiem sporo okazji, żeby tłumaczyć nam tą sytuację. Masakra -_-. Dobra, mam pomysł na kolejnego posta. Zapraszam tam do góry  ^.
Zuza

czwartek, 15 stycznia 2015

Ogarnęłam

Hej!
Żyję, a do tego ogarnęłam prawie wszystkie obowiązki. Jutro tylko kartkówki i będzie po wszystkim. opowiadanie napisane, prace klasowe też, blog klasowy nie zaniedbany. SUPER! No, lecę się kąpać.
Zuzia

niedziela, 11 stycznia 2015

Obowiązki, obowiązki, obowiązki...

Hej!

Nie będzie dziś długiego posta, bo nie mam specjalnie ochoty go pisać, jednak czuję, że powinniście wiedzieć, czemu w najbliższym tygodniu będzie mniej postów.
  1. Jutro mam sprawdzian z historii, będę musiała powtórzyć dział.
  2. We wtorek mam pracę klasową z przyrody.
  3. W środę praca klasowa z angielskiego i przedstawienie na polski, muszę nauczyć się tekstu.
  4. W czwartek praca literacka.
  5. W piątek kartkówka z plastyki.
  6. Opowiadanie na konkurs literacki, chcę napisać do końca tygodnia, który jutro się zacznie.
  7. Chcę wrócić do nauki hiszpańskiego.
Na swoim i klasowym blogu wstawiam te same opowiadania, ponieważ nie potrafię tak wykorzystać czasu, żeby wszystko załatwić. Nie napiszę, że nie mam czasu, bo czasu wszyscy mamy tyle samo, ale inni potrafią go lepiej wykorzystać. Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję, że Was obowiązki nie przytłoczą, bo mnie na pewno nie pokonają!
Zuzia

Opowiadanie z konkursu #1



Skąd te grzmoty i burza?! Przecież jeszcze rano świeciło piękne słońce i dzień zapowiadał się wspaniale! Aż tu nagle zrobiło się ciemno i zaczęło padać. Oczywiście jak zawsze miałam pecha i zaczęło padać kiedy wracałam ze szkoły. Niestety nie skończyło się na zwykłym deszczu. Wiał silny wiatr, ale myślałam, że to nic takiego i po prostu przyspieszyłam kroku. Jednak odniosłam wrażenie, że wiatr jest jeszcze silniejszy i wydawało mi się, że zbliża się do mnie. Miałam rację. Odwróciłam się za siebie i zobaczyłam tornado. Przeraziłam się
i chciałam uciekać, ale zamiast próbować uratować sobie życie, usiadłam na chodniku
i rozpłakałam się. Moja bezradność mnie przeraziła, jednak nic z tym nie zrobiłam. Tornado było coraz bliżej mnie. Chwilę później po prostu mnie wciągnęło. Nie pamiętam jak wyglądało od środka, ale pamiętam co było potem. Tornado wznosiło mnie w górę.
Nagle zobaczyłam rozświetlony blaskiem słońca szczyt wysokiej góry, a zaraz za nim rozciągała się dzika puszcza zakończona plażą z widokiem na błękitne morze. Wyszłam
z tornada i stanęłam na szczycie góry. Usiadłam i zaczęłam podziwiać piękny widok.

Aha, zapomniałam się przedstawić. Mam na imię Gabrysia, ale wszyscy mówią na mnie Gabi i nie przeszkadza mi to. Mam dziewięć lat i … mieszkam w domu dziecka. Moi rodzice zginęli w wypadku kiedy miałam dziewięć miesięcy. Przeważnie jestem optymistką, jednak szybko się poddaję. Źle się uczę i nie jestem zbyt lubiana. Zawsze, kiedy wracam ze szkoły szybko odrabiam lekcje i wracam do czytania książek fantastycznych. Czytam, kiedy tylko mogę, czasem zaniedbuję przez to obowiązki. Czytanie jest dla mnie jak ucieczka z realnego świata. Co prawda dostaję kary za zaniedbywanie obowiązków, ale takie kary są bardzo przyjemne. Zamiast iść do kina na jakiś głupi, nudny, pouczający film mogę zostać (właściwie muszę) i wtedy mam czas na czytanie. Wychowawcy z domu dziecka mnie nie lubią.
Chyba za to, że różnię się od moich rówieśników. Oni chcą wiecznie wymieniać się kartami piłkarskimi, bawić lalkami Monster-High, albo grać w zbijaka. Tak naprawdę to nie mam na co narzekać. Zawsze znajdą się tacy, którzy mają gorzej.
Siedziałam na górze i po jakimś czasie zaczęłam odczuwać samotność. Do tego byłam głodna. Zeszłam z góry i zaczęłam szukać czegoś do jedzenia. Znalazłam jabłoń, zerwałam
z niej kilka jabłek i umyłam je w płynącym nieopodal strumieniu. Zjadłam jabłka, napiłam się wody i przysnęłam. Ciąg dalszy nastąpi...

sobota, 10 stycznia 2015

Post z telefonu

Cześć! 

Piszę z telefonu, bo jakoś nie chce mi się włączyć laptopa. Mam jeszcze dużo do zrobienia ze szkoły, więc raczej dziś nie będzie posta. Jeśli się pojawi, to naprawdę późnym wieczorem ( w nocy). Pozdrawiam serdecznie! 
Zuzia

wtorek, 6 stycznia 2015

Jaskinia marzeń #5

-Niepotrzebnie się przestraszyliśmy- powiedziała Wanda. Teraz razem z dorosłymi siedzieli nad jeziorem i śmiali się wspominając swoją przygodę. Teraz te próby ratunku wydawały im się zabawne, jednak kiedy jeszcze nie wiedzieli, że wszystko dobrze się skończy byli przerażeni. Okazało się, że jezioro jest płytkie, więc wszyscy, którzy tam wpadli, byli po prostu mokrzy. Dzień był ciepły i nie musieli wracać do hotelu, żeby zmienić ubranie. Przy dorosłych czuli się na tyle dobrze, że opowiedzieli im swoją historię. Zaskoczyła ich reakcja nowych znajomych.
- Wando, to przecież zupełnie jak...-zaczęła dorosła w długich ciemnobrązowych włosach, o imieniu Julia.
- Tak- odpowiedziała jej koleżanka, która widocznie miała na imię Wanda, a z wyglądu przypominała nastoletnią Wandę. Ogólnie dorośli byli podobni do nastolatków, z wyglądu, głosu, pasji, wad...
- To także nasza historia- powiedział dorosły o imieniu Cyprian, również nie miał ręki.
- To znaczy, że przenieśliśmy się w przyszłość? - zapytała nastoletnia Julia
-Tak- powiedziała dorosła Julia. Potem wspólnie postanowili, że wrócą do swojego miasta, które z biegiem lat ma się zmienić w metropolię, w której się teraz znajdują. Pożegnali nowych przyjaciół i weszli do jaskini, żeby wrócić do domu, i móc z nadzieją patrzeć w przyszłość... Koniec.
Zuza

Kilka ciekawostek o mnie i moim otoczeniu

1. Jestem średniego wzrostu.
2. Mam brązowe włosy i oczy.
3. Dobrze się uczę PRAWIE ze wszystkich przedmiotów, ale moje oceny z matematyki są... Nie ma się czym chwalić.
4. Mam psa ( Roger (czytaj: Rodżer), nie wiem skąd wzięło się to imię (miałam wtedy cztery lata, więc nie pamiętam))
5. U fryzjera byłam może... 7 lat temu. Mama obcina mi włosy, bo fryzjerzy są... często trochę dziwni ( nie chciałam nikogo urazić, ale w moim otoczeniu nie ma fajnych fryzjerów ( oczywiście chodzi o poziom normalności, a nie to czy są dobrzy, czy nie, bo i tak nie pójdę do fryzjera, z powodu traumy z wczesnego dzieciństwa)).
6. Moje najwspanialsze wspomnienia wiążą się z czasem spędzonym przed blokiem, w szkole i w domu dziadka.
7. Okres przedświąteczny jest dla mnie najwspanialszym czasem w roku.
8. Lubię czytać fantastyczne książki.
9. Pomysły na opowiadania znajduję w pogodzie (?!).
10. W grze Subway Surf mam białego ninję (czytaj: nindżę).
11. Chciałabym kiedyś dostać list, nie od rodziny ( ale bym się zdziwiła *_*)
12. Kocham zwierzęta.

Zuziaaa  

Co sądzę o przekleństwach?

Hej!

Sylwestrowy post przeszedł drobny remont, bo chciałam żebyście zobaczyli skąd znam to zdanie na końcu, a także obrazek do niego. A z tym ulubionym cytatem żartowałam. Bo ja ulubionych cytatów nie mam, a jeśli już bym miała, to na pewno nie byłoby w nich przekleństw. Nie przeklinam, bo nie lubię XD. Jednak nie przeszkadza mi przeklinanie. Chyba, że ktoś co drugie słowo powtarza... No wiecie co... To może być denerwujące... Jutro wracam do szkoły po DŁUGIEJ przerwie świątecznej. Oczywiście, zaczynamy od kartkówki z dzielenia i mnożenia ułamków... Dzięki. No i sprawdzian z lektury, ale one są ok. Pewnie go jutro nie będzie, tylko w czwartek, ale jednak nie wiadomo -_-. Pamiętajcie, żeby dawać subskrypcje na kanele The Dorisssa. Długo nie nagrywa filmów. Może się poddała. Oby nie. Jeśli to czytasz, Dorissso, wiedz, że czekam na filmik. Pozdrawiam wszystkich!
Zuzia


PS Mój talent plastyczny jest... nie ma go ;) .

niedziela, 4 stycznia 2015

Nocny post

Hej!
Jest 0:37... O której wstałam? Trzynastej... Tragedia. Nie wiem jak to się dzieje, ale ten budzik mnie nie budzi. I tak w kółko. Zastanawiam się nad tym, czy ktoś czyta tego bloga, oprócz moich znajomych. Mam nadzieję, że tak, bo wtedy jest sens go prowadzić. Ostatnio przeszłam całą grę "Forza Horizon", tak na x-boxa, samochodowa. Świetna gra. No dobra, koniec tego pisania po nocach. Aha, chciałam Wam jeszcze polecić stronę "Marzycielska Poczta". Możecie wysłać list lub kartkę do chorego dziecka. Ja planuję niedługo wysłać. Pozdrawiam! 
Zuza



czwartek, 1 stycznia 2015

O której wstaliście?

Hej!

Jak Wam minął Sylwester? U mnie było ok. Nie mieliśmy gości. Ale i tak poszłam spać o 4:02. Taak... Ustawiłam budzik w telefonie na 11, ale on w nocy się rozładował i wstałam o 13... Masakra. Cały dzień rozwalony, ale ok, raz w roku można, nie? Świat rano wyglądał jak dom po imprezie... Pełno ludzi zmagających się z kacem, niedopałki na ulicach, syf i nieogarnięcie... Nie rozumiem logiki alkoholu, jak większość dzieci. W nocy grałam z rodzicami w monopoly milionerzy. Dziś prawie cały dzień grałam w simsy... Heh. A miałam mniej grać... Ale od jutra tak będzie ;). Acha, pamiętajcie- trzymajcie się swoich postanowień! Może Wam się uda. Mam nadzieję, że mnie też.
Zuza
 

Jaskinia marzeń #4

Około południa przyjaciele opuścili hotel i poszli zwiedzać okolicę. Miasto piękne nocą, za dnia traciło swój urok. Jednak to co było poza miastem pozostawało piękne i magiczne również za dnia. Nie wiem, jak to się nazywa, ale dla mnie są to "piaskowo-gliniane góry". Z lekka przypominają górzystą pustynię, lecz pomimo tego są niesamowite. Gdzieniegdzie porośnięte lasami, piaszczyste góry, pełne granatowych, połyskujących w blasku słońca jezior, były wspaniałym miejscem dla przyjaciół, szczęśliwych, ale nieco zagubionych w nowej sytuacji. Spędzili cały dzień na chodzeniu po lesie, podziwianiu pięknych widoków i wesołych rozmowach. Dziwiła ich jedna rzecz- dlaczego nie byli głodni i zmęczeni? Kiedy w spokoju się nad tym zastanawiali, w oddali zobaczyli samochód. Auto zatrzymało się i wysiadła z niego grupka młodych dorosłych. Gdy nastolatkowie zobaczyli, że to dorośli z kawiarni, myśleli że wybuchną z radości. Podbiegli do dorosłych i nagle nastąpił bolesny powrót na Ziemię... Byli niewidzialni. W chwili załamania stała się kolejna straszna rzecz. Jezioro położone w kotlinie nie było w żaden sposób zabezpieczone i każdy mógł tam wpaść. To właśnie przydarzyło się Uli. Kamień z pod stopy przesunął się, a dziewczyna, rozpaczliwie krzycząc zaczęła spadać w dół. Wtedy Cyprian rzucił się, żeby ją ratować, ale niestety o tym, że jedną ręką nic nie zdziała przypomniał sobie podczas zjazdu w dół. Nagle dorośli podbiegli do Julii i spytali, czy to jej koledzy spadają. Dziewczyna wyjąkała cichutkie "tak", a jedna z dorosłych również pobiegła ratować Ulę i Cypriana. Julia uświadomiła sobie, że znów jest widzialna. Wtedy głośno krzyknęła:" Nie skacz!". Dorosła już schodziła. Julia rozpłakała się, bo czuła się, że kobieta, która ratuje jej przyjaciół nie jest po prostu zwykłą dorosłą. Ciąg dalszy nastąpi...
  Zuzia